Jest godzina 7:22 ide wlasnie do szkoły. Przed szkoła wypiłam pol szklanki cieplej herbaty bez cukru. Spałam dzis u chrzestnego i moja ciocia dręczy mnie od wczoraj jedzeniem XD
-Zrobic ci jakas kolacje?
-Nie wstydź sie, ja ci zrobie
-A sniadanko chcesz?
-Moze ci zrobie kanapki do szkoły.
I w koncu wbrew mojej woli wepchnęła mi kilka cukierków i 4 biszkopty. Bywa, oddam komuś. Dzis mam 2 wfy wiec bede spalać ile moge. Mama nie indormujac mnie opłaciła mi obiady wiec musze tam isc. Pewnie jak wroce do chrzestnych tam tez beda mi kazać jesc. Masakra.
Trzymajcie sie chudo motylki 🌸
Właśnie wpadłam na twojego bloga. Śliczny *>*
OdpowiedzUsuńI brawo za silną wolę, że nie zjadłaś tego syfu! Jak ja chodziłam w gimbazie na obiady to zwykle komuś oddawałam albo odnosiłam całe. przynajmniej mama myślała, że jem i miałam spokój
U mnie to nie przechodzi, bo pani ze stołówki to mojej mamy przyjaciółka i mnie pilnują na każdym kroku, takze no
Usuń